niedziela, 3 stycznia 2016

Sara i Lord - czyli jak pies z kotem



 
  Patrząc całkiem niedawno na nasze kochane zwierzaki, pomyślałam: "naprawdę żyją jak pies z kotem".
Ale jakże mogłoby być inaczej? :D
Matko przenajsłodsza! 

Te dwa tak odmienne byty, powinny raczej toczyć swe żywoty w światach równoległych, niestykających się ze sobą w absolutnie żaden sposób. Coś jak w tym filmie "Interstallar", albo 
w opowiadaniu Dukaja, które kiedyś czytałam, ale tytułu nie pamietam. 
A tak, ułamek sekundy i ambaras gotowy!
Zaledwie moment naszej nieuwagi, 

a kula radosnej niesłabnącej energii terierki walijskiej, gwałtownie zderza się z leniwą poukładaną płaszczyzną świata norweskiego kocura. Trrrach! Niczym śnieżna piguła waląca w gładką wypucowaną szybę.
Nawet nie żeby złośliwie, raczej bezmyśnie i bezrefleksyjnie.
Czemu ta psia egzystencja tak ma, że nieustannie pędzi przed siebie?
Owszem, zatrzymuje się czasem na chwilę, ale tylko po to, aby szybko wciągnąć powietrza w piersi i przygotować się do kolejnego biegu, ciągle odkrywając nowe możliwości rozładowania nadmiaru. Jakby wiecznie trzeba było się dokądś spieszyć, gonić dzień, szukać nowych wyzwań, szarpać, lizać, kochać wszystkich po horyzont. Z nosem przy ziemi tropić wszelkie przejawy życia na planecie Ziemi.  Ach ta mnogość aromatów! Świat pachnie na tysiące sposobów! Wiedzieliście o tym???
I to zagarnianie uwagi i przestrzeni wyłącznie dla siebie.

Tu jestem! Piękna, zwinna, patrz na mnie!
Pobawimy się? Rzuć patyk!
Wyjdziemy na spacer?
Pójdę za tobą dokąd chcesz! No rusz się!
Co tam masz ciekawego?
Dasz mi? Daj!
Kochasz mnie? Kochaj mnie!
Ech! 


Na przeciwległym biegunie, koci wymiar istnienia. 

W poszukiwaniu wygodnego posłania, spaceruje po naszym domu na Jagodowej Polanie, w bezszelesny, stateczny, lecz czujny zarazem, sposób. Większość życia przesypiając. Czasem z poziomu ulubionego wiklinowego fotela, na wpół otwartymi oczyma, obserwuje powtarzalną, jakże nudną codzienność, okraszoną skrajną tempotą psiego rywala. Niemniej pomimo licznych godzin poświęconych na tą kontemplację, zdaje się ni w ząb nie pojmować tego nieustannego pędu, podskakiwania, podgryzania i lizania najróżniejszych dziwacznych powierzchni. Kot Lord to zwierz, który po prostu trwa. Niewiele zdarzeń jest w stanie wzbudzić jego zainteresowanie, czy wytrącić go z równowagi. Otula leniwą energią każdego, kto znajdzie się w jej zasięgu (nauralnie każdego poza psem, pies z otulania jest kategorycznie wyłączony na własne żądanie), od czasu do czasu ożywiając się na dźwięk kuchennych odgłosów. 

Zdaje się, że słychać nóż na desce...

Kroją mięso...?
Może sprawdzę...
To jednak sprawdzę.

Stuprocentowa interesowność, zakamuflowana starannie pod przyjemnym pomrukiem i miękkim futrem. Przy użyciu najbardziej czarujących ze wszystkich czarownych kocich spojrzeń, niezmiennie skutecznie osiąga zamierzone cele. Głównie gastronomiczne. W zamian oferując ewentualną możliwość pogłaskania po miękkim grzbiecie.
No możesz...
Nie tak mocno przecież!
Wystarczy! 
Zmęczony jestem...

Nie odchodzi daleko. Wraca na swoj fotel, albo przewraca się niedbale w miejscu, w kórym stał.

Ale niech nikogo nie zmyli leniwa, zblazowana powierzchowność tej futrzastej siedmiokilogramowej kuli. Nawet z zamkniętymi oczami, zwinięty w kłębek przy kaloryferze, ma wszystko pod kontrolą.
W tym, na pierwszym miejscu, psie poczynania. Choć łagodna natura przebija sie na pierwszy plan, to obrona zakątka świętego spokoju ma na kociej skali najwyższy priorytet. Będąc więc czworonogiem wrogiego gatunku, lepiej nie zbliżać się na wyciągnięcie pazura. 


Nooo...Lepiej się nie zbliżać, ale coś jednak ciągnie w tę stronę.
No i znowu kłopoty.


Dwie różne formy interakcji z otoczeniem. Dwa odmienne sposoby na życie.
Pomiędzy tymi dwoma światami, my domownicy, staramy się normalnie funkcjonować, co czasem bywa trudne, ale nie twierdzę, że niemożliwe. 

Tak się teraz zastanawiam, czy ktoś z nas jeszcze pamięta, jak żyć bez tego całego zamieszania?
Przyznaję, słabo u nas z pamięcią;)).
Że co?
Że tak po prostu zrobic sobie kawę i się nią nie oblać? Kiedy rozpędzony zwierzyniec wpada z impetem między twoje nogi?
Eeetam...
Nuuda;)





Sara w obliczu kolejnego wyzwania :D


Lord jak zwykle skonany;)

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz